Do miejskiego ogrodnika

Drogi słuchaczu. Czy wiesz, co to jest babka śniadogłowa?

Nie? Otóż jest to gatunek ryb żyjących w Morzach Azowskim i Czarnym. Bardzo tam popularny na talerzach, ponoć smaczny. Dawno, dawno temu sprzedawano je w Polsce zakonserwowane jako byczki w tomacie. Jadaliśmy ze smakiem babkę z puszki rodem z Bułgarii.

W 1990 roku biolodzy ze zdumieniem, ale i zaniepokojeniem odnotowali pojawienie się babki w Bałtyku. Najpierw w Zatoce Fińskiej, a potem już poszło z górki. Babka rozlazła się po całym Bałtyku. Na początku XXI wieku dr Skóra stwierdził obecność ponurej babki czarnopyskiej w Zatoce Puckiej. Stanowiła zagrożenie dla ekosystemu, zastanawiano się co z tym przybyszem zrobić. Współcześnie, po czterdziestu latach, babka w Bałtyku ma się znakomicie, rozmnaża się bez przeszkód. Nie ma naturalnych wrogów, waleczne samce opiekują się złożoną w gnieździe ikrą, zabierają pożywienie rybom dennym, zjadają omułki, którymi gardzą inne ryby.

Obce gatunki zasiedlają niszę pozostawioną przez gatunki wyniszczone przez człowieka lub te miejsca, w których nie mają konkurencji. A nawet obszary martwego dna. W Bałtyku odnaleziono132 organizmy obce temu ekosystemowi. Zostały przywiezione na burtach i w zbiornikach balastowych statków zawijających do bałtyckich portów po egzotycznych podróżach. Wystarczy jedno płukanie balastów, a całe mieszkające tam towarzystwo ląduje w naszym morzu. Nie wszystkie oczywiście przeżyją. Lecz te, które znajdą dogodne warunki, zaczną inwazję lub spokojną egzystencję.

O niezamierzony import babki czarnopyskiej podejrzewa się rzeczno-morskie stateczki pływające pod banderą m.in. Rosji na wodnych trasach śródlądowych od Morza Czarnego po Bałtyk. Egzotyczne kraby przywleczono w balastach statków handlowych przemierzające strefy tropikalne. Przypadkowe zasiedlenie obcymi i niechcianymi zwierzętami może prowadzić do katastrof ekologicznych. A to przypadkowo zostawione na wyspie szczury, a to świnie, a to króliki, a to insekty albo grzyby. Początkowo trudno dostrzec zagrożenie i ocenić jego skalę.

Oto pewnego dnia ogłoszono we Francji, że wyginęły dęby rosnące wzdłuż kanałów żeglugowych. Zasadzone podczas ich budowy w dziewiętnastym wieku. Uschły i cześć. Brzegi kanałów są golusieńkie. Przyczynę usychania dębów odkryto wiele lat po II Wojnie Światowej i nic nie wskazywało, że powinno się ją łączyć z „D-Day” czyli inwazją sprzymierzonych w Normandii. Początkowo szukano przyczyn w zanieczyszczonym środowisku. Okazało się jednak, że szkodnik niszczący drzewa przyjechał ze Stanów Zjednoczonych w drewnianych skrzynkach na amunicję podczas II WŚ. Skrzynki były zrobione z dębu amerykańskiego, w deskach mieszkały larwy szkodnika, który pokochał dęby europejskie we Francji.

Inny przykład. Będąc swego czasu w Urugwaju, usłyszałem historię, która początkowo wydawała mi się błaha. Planowaliśmy wraz z moim operatorem, Jurkiem Sobocińskim wyprawę w niedaleki interior do uroczego miasteczka Minas. Nie dysponowaliśmy wtedy ani samochodem, ani pieniędzmi, więc uznaliśmy, że najlepiej pojechać pociągiem. Przy jakiejś okazji wspomnieliśmy o naszych planach w grupie młodych ludzi zajmujących się między innymi ochroną środowiska. Opowiedzieli historię powiązaną z budową urugwajskich kolei. Pierwszą linię otwarto w 1869 roku, a zbudowali ją Anglicy, którzy byli właścicielami sieci do końca lat 40 dwudziestego wieku. Był to projekt angielski, to i wszystko, co było potrzebne do jego realizacji sprowadzano z Wysp Brytyjskich.  Ponieważ nasypy kolejowe trzeba było jakoś ustabilizować obsiano je trawą. Nasiona sprowadzono z Anglii, jakże by inaczej. Po dziesiątkach lat okazało się, że angielska trawa stała się kłopotem. Jej nasiona wiatr roznosi na spore odległości. Gatunek jest plenny i zaczyna dominować na okolicznych, naturalnych pastwiskach. Krowy i owce gardzą nią. Nie strzyżona kwitnie kilka razy i rozłazi się po pampie w zastraszającym tempie.  Walka z trawą niszczącą naturalne pastwiska jest więc trudna, jeśli nie niemożliwa.  Dlaczego zawleczono na urugwajską pampę obcy gatunek trawy? W dziewiętnastym wieku uważano, że trawa to trawa, więc nie ma znaczenia skąd pochodzą nasiona. Jak się okazało ma znaczenie. Między innymi z tego to powodu współczesne zasady hodowli lasów każą ją opiera się o nasiona pochodzące z drzew lokalnych, a nie jak dawniej skąd bądź. Sosna wyhodowana z nasion francuskich nie wyrośnie na strzeliste i mocne drzewo w Borach Tucholskich. Nasiona na sadzonki zbiera się w środowisku, w których mają później rosnąć. Zakazuje się też sadzenia w lasach drzew obcych w lokalnym środowisku. Przykładem takich gatunków są daglezja zielona, dąb czerwony bądź czeremcha amerykańska.

I tak, jadąc tramwajem z Oliwy do Migowa zastanawiałem się, czy przykłady zawleczenia obcych gatunków czegoś nas nauczyły. Czy rzeczywiście rozumiemy problem i przejmujemy się zagrożeniami płynącymi z sadzenia obcych gatunków na naszej ziemi?

Oto między innymi na moim osiedlu, przy nowych i eleganckich z zewnątrz budynkach zasiano trawy osiągające wysokość 150 cm. Mamy w Polsce ponad 140 gatunków traw ozdobnych. Każdy z nich pochodzi z innego rejonu świata lub powstał w wyniku manipulacji genetycznych. To nie są nasze gatunki. Te trawy jednak  kwitną, a ponieważ są wiatropylne wydają nasiona. Zależnie od gatunku wydają nasiona różnej wielkości. Od mikroskopijnych, podatnych na rozsiewanie wiatrem po większe, wzbudzające zainteresowanie ptaków. Możemy więc spodziewać się w lasach, na łąkach, na pastwiskach, na trawnikach  egzotycznych gatunków krzyżujących się z rodzimymi. Oczywiście nie dziś, nie teraz zajmą one łatwe do zagospodarowania tereny. To dzieje się powoli. Co z tego wyniknie? A to, co zauważono w Urugwaju. Krowy i konie, owce, dzikie zwierzęta będą omijać takie pastwiska. Nowe trawy zaczną zajmować miejsce rodzimych. Wyrugują też inne, pożyteczne rośliny łąkowe. Wraz z ich redukcją zniknie wiele owadów. Wyniosą się ptaki. A wszystko w imię zaspokojenia chęci zysku oraz zdobienia naszych ogrodów i miast nieswoistymi w formie roślinami. Czy warto tak psuć środowisko?